Ostatnio zdarzyło mi się podróżować komunikacją miejską. Od dawna z niej nie korzystałam. Zapewniam Was UJMUJĄCE PRZEŻYCIE.
Gdy tylko podeszłam do przystanku, mym oczom ukazał się pożądany autobus. Rewelacja! Krzyknęłam w podświadomości, aby nie skupiać na swej osobie wzroku ludzi z najbliższego otoczenia. Drzwi otworzyły się tuż przede mną. Jak w bajce - pomyślałam. Zadowolona z takiego obrotu sprawy, udałam się do kierującego pojazdem zwanym "Jamnik" w celu nabycia w drodze kupna biletu, którego oczywiście nie miałam. Kierujący w dość zdecydowany i nieuprzejmy sposób poinformował mnie: "Na przystanku stoi kiosk i automat do biletów!" i odwrócił swe lico w przeciwnym do mnie kierunku. Zaczęłam intensywnie przekładać te słowa na polski. Brzmiało to tak: "Nie mam biletów." (Analiza tego co powiedział kierowca: 38 liter, 7 spacji, 1 wykrzyknik, szarpniecie głową, emocjonalny wydźwięk świadczący o możliwym podniesieniu ciśnienia. Moja sugestia: 13 liter, 2 spacje, tryb oznajmujący, lejący na wszystko. W końcu to nie jego problem - co doskonale rozumiem).
Szybko zastanowiłam się nad moim położeniem i jeszcze szybciej stwierdziłam, że moje położenie powinno znajdować się poza TYM autobusem. Udałam się więc bezzwłocznie do wyjścia. NIESTETY! Kierowca był szybszy, zamknął mi drzwi przed nosem a na moje "Chcę wysiąść" wzruszył ramionami i odjechał z przystanku. Nie mogłam w to uwierzyć!!!
Wysiadłam na najbliższym przystanku, na którym już nie wszystkie autobusy mi pasowały, nie było automatu do biletów ale był za to kiosk - ZAMKNIĘTY.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz