Hhmm, powinno to wywoływać we mnie poczucie obowiązku zakupu wielu bardziej i mniej potrzebnych artykułów, mycia okien (brrrr), prania firan. Całe szczęście, że dywany wyrzuciłam :-) A ja, tym czasem - nic. Udało mi się dzisiaj posprzątać, ale nic ponad to, co robię zawsze w sobotę. Nie chce mi się nic więcej. Nie upiekłam pierników, nie zrobiłam pierogów ani bigosu i myślicie, ze moje święta będą gorsze?? Raczej nie! Będą tylko inne: z kupioną gotową rybą i całą resztą, sztuczną choinką, brudnymi oknami i ukochanym facetem u boku, dwójką rozpieszczonych "potworków" i wiecznie głodnym psem ze wspaniałą siostrzyczką i jej rodzinką i będzie superaśnie.
Cieszę się na te święta i mam nadzieję, że będą one dla wielu okazją do znalezienia najjaśniejszej gwiazdy, która wśród ciemności poprowadzi ich do celu przed nimi stojącego. Niech to, co leży w głębinach ich serc wypłynie i pozwoli być radością dla innych a tym, którzy mają orzech do zgryzienia życzę aby pod choinką znaleźli dziadka do orzechów, który niczym za sprawą dotknięcia czarodziejskiej różdżki zlikwiduje skorupy, w których tkwią. A łamiąc się opłatkiem niech nikt nie zapomni o tych, których przy nas nie ma, a których tak bardzo kochamy.
sobota, 17 grudnia 2011
niedziela, 11 grudnia 2011
MIŁOŚĆ
Kurczę, gdy już myślałam, że bajki w życiu się nie zdarzają, okazało się, że nic bardziej mylnego.
Od dwóch dni, gdy poznałam historię pięknej i czystej miłości lewituję nad ziemią. Miłości, która po prostu się zdarza i która obarczona jest wieloma troskami i wyrzeczeniami - być może największym jej wyrzeczeniem będzie wyrzeczenie się właśnie tej miłości. Nie mogę się pogodzić z faktem, że przewrotne życie może tak pokierować losem ludzi, że rzecz tak piękna jak miłość może przynieść ból, cierpienie i łzy. To nie tak powinno być!!!! Nikt kto kocha, nie powinien z miłości rezygnować i nikt kto kocha i to z wzajemnością nie powinien czuć się samotnym.
Czy w dzisiejszych czasach ktokolwiek jest w stanie uwierzyć w miłość czystą przejawiającą się jedynie byciem obok siebie i delikatnym muśnięciem ust?? Ile takie uczucie potęgujące się z dnia na dzień może trwać?? Jak długo można powstrzymywać się przed pełnym oddaniem się ukochanej osobie, bez której życie traci sens?? Miesiąc, trzy?? A co powiecie na prawie rok??? Nieprawdopodobne!!! Nieprawdopodobne!!!
Z drugiej strony czuję się zaszczycona, że poznałam dwoje wspaniałych ludzi, którzy patrzą dalej niż na czubek swego nosa, którzy liczą się z tym, i wiedzą, że ich wielkie uczucie może być cierpieniem innych. Ale czy mają prawo niszczyć samych siebie?? Kto dał im to prawo, kto dał im prawo grzebać uczucie, które ich łączy? Czy, jeśli z niego zrezygnują inni będą szczęśliwsi? Wątpię. W dłuższym okresie czasu wszyscy będą nieszczęśliwi.
Nie mogę im powiedzieć tego co chcę ale błagam:
NIE REZYGNUJCIE Z MIŁOŚCI, MARZEŃ I SIEBIE.
Nikt nie może zabijać prawdziwej miłości a taka Was połączyła!!!! Pomimo wielu przeciwności losu, jestem pewna, że przyjdzie dzień, w którym patrząc sobie głęboko w oczy uwierzycie, że już należycie do siebie bezgranicznie i wiecznie. I wypełnicie sobą siebie nawzajem i spełni się przeznaczenie, które postawiło Was na tej samej drodze, na której się spotkaliście.
Od dwóch dni, gdy poznałam historię pięknej i czystej miłości lewituję nad ziemią. Miłości, która po prostu się zdarza i która obarczona jest wieloma troskami i wyrzeczeniami - być może największym jej wyrzeczeniem będzie wyrzeczenie się właśnie tej miłości. Nie mogę się pogodzić z faktem, że przewrotne życie może tak pokierować losem ludzi, że rzecz tak piękna jak miłość może przynieść ból, cierpienie i łzy. To nie tak powinno być!!!! Nikt kto kocha, nie powinien z miłości rezygnować i nikt kto kocha i to z wzajemnością nie powinien czuć się samotnym.
Czy w dzisiejszych czasach ktokolwiek jest w stanie uwierzyć w miłość czystą przejawiającą się jedynie byciem obok siebie i delikatnym muśnięciem ust?? Ile takie uczucie potęgujące się z dnia na dzień może trwać?? Jak długo można powstrzymywać się przed pełnym oddaniem się ukochanej osobie, bez której życie traci sens?? Miesiąc, trzy?? A co powiecie na prawie rok??? Nieprawdopodobne!!! Nieprawdopodobne!!!
Z drugiej strony czuję się zaszczycona, że poznałam dwoje wspaniałych ludzi, którzy patrzą dalej niż na czubek swego nosa, którzy liczą się z tym, i wiedzą, że ich wielkie uczucie może być cierpieniem innych. Ale czy mają prawo niszczyć samych siebie?? Kto dał im to prawo, kto dał im prawo grzebać uczucie, które ich łączy? Czy, jeśli z niego zrezygnują inni będą szczęśliwsi? Wątpię. W dłuższym okresie czasu wszyscy będą nieszczęśliwi.
Nie mogę im powiedzieć tego co chcę ale błagam:
NIE REZYGNUJCIE Z MIŁOŚCI, MARZEŃ I SIEBIE.
Nikt nie może zabijać prawdziwej miłości a taka Was połączyła!!!! Pomimo wielu przeciwności losu, jestem pewna, że przyjdzie dzień, w którym patrząc sobie głęboko w oczy uwierzycie, że już należycie do siebie bezgranicznie i wiecznie. I wypełnicie sobą siebie nawzajem i spełni się przeznaczenie, które postawiło Was na tej samej drodze, na której się spotkaliście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)